VIII -15 Świeto Wojska Polskiego

Gdy słuchając POLSKIEGO HYMNU stajemy na baczność – oddajemy w ten sposób cześć i okazujemy szacunek..

Ale komu? Przecież w takim momencie nie oddajemy honorów ani rządowi, ani ministrom, ani żadnym politykom – oddajemy cześć naszej Ojczyźnie – Polsce.

Można okazać cześć Ojczyźnie w różny sposób – także aktywnie pracując, aby ją budować, rozwijać ulepszać – ale jest coś największego i najcenniejszego co możemy zaoferować Ojczyźnie. To  postawienie na szali własnego życia – gdy trzeba jej bronić.

Przez całe dzieje Polski nasi żołnierze stawali do boju, wtedy gdy wróg atakował – lub gdy trzeba było Polskę wyrwać z niewoli.

Gdy tylko odrodziła się Polska – żołnierze zrzucali mundury zaborców i stawiali się pod polskie sztandary. To właśnie ci żołnierze – Polacy, ich bitność, odwaga, ich ciągle nie gasnący patriotyzm umożliwiły odrodzenie się Polski po zaborach – gdyż zaborcy zaczęli się liczyć z tak potężna siłą.

Historia nie jest ani prosta, ani dopasowana do naszych chęci. Historii nie zmienimy żadnymi publikacjami pisanymi na potrzeby bieżącej polityki.
Historia jest pamięcią, świadomością narodu i nawet lata tłumienia prawdy nie potrafią jej zniszczyć.

Polscy żołnierze walczyli pod różnymi sztandarami, w różnych armiach. W powojennym PRL-u usiłowano zniszczyć i zniesławić historię żołnierzy Armii Krajowej i historię żołnierzy walczących u boku zachodnich Aliantów. Mechanizmy bezpieki niszczyły tych żołnierzy także fizycznie – zabijając ich, wtrącając do więzień, czy pozbawiając prawa do pracy, prawa do studiów.
Nie pomogła potężna machina propagandowa, gdy obróciło się koło historii żołnierze ci odzyskali należna im cześć – niestety, wielu z nich tego nie dożyło.

Willis jako sanitarka

W dniu Święta Wojska Polskiego pod pomnikiem Obrońców Helu stanął wspaniały symbol wspólnej walki przeciw Niemcom. To najsłynniejszy pojazd wojskowy Willis – popularny na wszystkich frontach, na niemal wszystkich kontynentach. woził żołnierzy wszystkich armii – zarówno sowieckich oficerów politycznych jak i amerykańskich, brytyjskich, czy polskich generałów, oficerów i żołnierzy..

Nie wszystkim się spodoba, co teraz powiem, ale prawda czasem boli…
Z tragedii tych którzy walczyli o Polskę i w nagrodę otrzymywali tortury i więzienia nie wyciągnięto wniosków. Zmienne fale polityki wciąż usiłują zohydzić a naszych oczach innych Polaków, którzy trafili do armii idącej do Polski pod skrzydłami Armii Czerwonej. Ci wszyscy żołnierze nie myśleli o ideologii – myśleli tylko jak bić znienawidzonych Niemców, jak oswobodzić swój kraj. Teraz  znowu – innym  żołnierzom, bez jakiegokolwiek indywidualnego oskarżenia i bez wyroku, karnie zabiera się emerytury.

Ktoś powie – jak takie sprawy można wyciągać z okazji święta? Właśnie dziś trzeba o tym mówić i myśleć, nie można zlekceważyć nikogo z żołnierzy, gdyż to oni, dla Ojczyzny, rzucili kiedyś „na stos swój życia los” – jak śpiewa się w pięknej i znanej pieśni.

A ja tak bardzo chciałbym,  żeby dzisiejsze święto było naprawdę świętem WSZYSTKICH żołnierzy.

Żołnierz nie jest politykiem i nie powinien nim być. Polska armia dwudziestolecia międzywojennego szczyciła się swoją apolitycznością. Gdy zaatakowała nas w 1919 r. bolszewicka Rosja –  w naszej armii ramię przy ramieniu stanęli żołnierze wszystkich przekonań, różnych wyznań – a nawet różnych narodowości. Stanęli, by bronić niepodległości Polski i Europy przed zalewem komunizmu. W sierpniu 1920 r. ta mobilizacja wszystkich sił – zarówno strategiczne planowanie jak i bitność każdego z żołnierzy (których ponad

Alegoria zwycięstwa 1920 – Zdzisław Jasiński

5 tys poległo w Bitwie Warszawskiej!) –  zadecydowały o ocaleniu Polski.

Dzisiejsze święto ustanowiono na pamiątkę tego zwycięstwa, na pamiątkę dni w których wszyscy Polacy zjednoczyli się we wspólnej sprawie,

To upamiętnienie historycznego rodowodu i tradycji naszego wojska.
Dzisiejsze święto to wspominanie  naszych rodaków, którzy w różnych latach, w różnych armiach i na różnych frontach walczyli o jedno i to samo – o to, żebyśmy my, mogli dziś żyć w pokoju.

VII 16 – Jak Helena trafiła do Helu (o topoli i nie tylko)

http://news.hela.com.pl/wp-content/uploads/2017/07/Tabliczka-Helena.jpegPamiętam, że w Helu było kiedyś sporo wielkich topoli czarnych. To potężne drzewo, kiedyś sadzone jako ozdobne – ale drewno ma lekkie, miękkie i łamliwe i jest dziś często  uważane za „śmieciowe” więc na ogół traktowane bez większego szacunku. Przez lata obserwowałem, jak znikały w Helu kolejne topole.

Kiedyś, na topolę rosnącą przy ul. Wiejskiej przed leśniczówką wdrapał się kot. Siedział tam tak długo i rozpaczał, że w końcu pod drzewo zjechała ekipa ratunkowa helskiej Ochotniczej Straży Pożarnej. Wyciągnięto drabinę i strażak dopingowany przez licznych widzów wspiął się na nią i usiłował dosięgnąć kota. Kot jednak nie dawał się złapać, odsuwał się coraz wyżej i dalej i w końcu zapędzony w sytuację bez wyjścia rzucił się nagle z gałęzi na gałąź w dół i bez szwanku uciekł gdzieś między domy – przy aplauzie wiwatującego tłumu. Po tej topoli (chyba tam były nawet dwie?) nie został nawet ślad, drzewa ścięto kawałek po kawałku, by nie uszkodziły okolicznych domostw i tylko stali mieszkańcy jeszcze je pamiętają.

Rząd topoli rósł przy domkach kempingowych koło Domu Rybaka. Kiedyś w nocy w środku sezonu  zbudziło nas stukanie do drzwi – wstawajcie! – pali się!  Wszyscy wylegliśmy na taras z którego było widać potężne płomienie trawiące domki kempingowe i osmalające rosnące obok topole. Wśród naszych obserwatorów pojawiła się nagle pani z konewką w ręku. Zaniepokojony sąsiad spytał – czy ma zamiar „tym” gasić pożar – ale okazało się że korzystając z nieprzewidzianej pobudki podlewała tylko donice z roślinami na tarasie.

Spalone domki stały dość długo u stóp nadpalonych topól – po czym zniknęło najpierw pogorzelisko a potem także i wszystkie topole po kolei….

 

Przy helskim „rondzie” na rogu ulicy Wiejskiej i Bałtyckiej ostały się dwie wielkie stare topole. Stały samotnie przez wiele lat lecz jedną z nich pewnego roku pokonał sztorm. Z pozostawionego dołu pnia rzeźbiarz, pan Roman Kwiatkowski wyczarował nastrojową scenkę rodzajową – łódkę z rybakami wybierającymi sieci.

Ostała się do dziś jedyna potężna topola rosnąca na skraju  ronda.  Choć na ogół ocenia się że topole czarne dożywają 150 lat – to wiek tej, specjaliści oceniają na 200 lat! Ta topola została ustanowiona POMNIKIEM PRZYRODY przez Wojewódzką Radę Narodową w Gdańsku – Wydział Rolnictwa i Leśnictwa  orzeczeniem Nr 323 z 16 października 1973 roku,

Tego roku, gdy to drzewo kiełkowało, w okolicach Pucka urodził się Florian Ceynowa lekarz po uniwersytecie w Królewcu, znany przede wszystkim jako kaszubski działacz społeczny i narodowy, publicysta i pisarz.  W tym także roku urodzili się  Tadeusz Kościuszko i Maria Walewska. Hel był w tych czasach pruskim miasteczkiem zamieszkałym przez  niemieckojęzycznych protestantów. Napoleon Bonaparte od dwóch lat był już zesłany na Wyspę Świętej Heleny a w Prusach trzymał władzę król Fryderyk Wilhelm III.

Helska topola rosła i rosła towarzysząc politycznym zmianom i licznym wojnom. Z czasem Hel stał się częścią Polski i na półwyspie usadowiła się Marynarka Wojenna odrodzonej po 150 latach zaborów Rzeczpospolitej Polskiej. Bazę floty utworzono tu w dużej mierze dzięki uporowi i sile przekonywania szefa Służby Artylerii i Uzbrojenia MW – Heliodora Laskowskiego. Laskowski doprowadził do zakupienia w szwedzkiej firmie BOFORS czterech dział kalibru 152,4 mm dla najpotężniejszej polskiej baterii sytuowanej na końcu helskiego cypla. Gdy działa montowano już na helskim cyplu – schorowany komandor podporucznik Laskowski zmarł. Powstającą baterię nazwano jego imieniem.

Pod koniec 1938 dowódcą tej baterii mianowano kapitana Zbigniewa Przybyszewskiego młodego, wyróżniającego się oficera artylerii, od trzech lat żonatego z Heleną Poważe, siostrą kolegi ze Szkoły Podchorążych.

Helena Przybyszewska rozpoczęła pisanie dziennika. W jednym z ostatnich przed wojną zapisów Helena odnotowała:
„Szczęśliwe lato 1939 roku na Helu! Wymarzona pogoda, gorący piasek i ciepłe, rozsłonecznione morze. Plaża tuż przed domem….”  
Zaraz potem musiała pilnie ewakuować się z córeczką do Gdyni – w każdej chwili oczekiwano wojny…

W czasie kampanii wrześniowej 1939 r.  Zbigniew Przybyszewski potwierdził słuszność założeń Heliodora Laskowskiego, utrzymując strzałami swoich czterech dział całą potężną flotę niemiecką w odległości uniemożliwiającej desant. Bateria Laskowskiego po 32 dniach skutecznej obrony zasłużyła na miano najcenniejszego polskiego zabytku militarnego. Zbigniew Przybyszewski został uwięziony w niemieckim oflagu, a jego żona Helena czekając z trzyletnią córeczką na koniec wojny i powrót męża uwieczniała codzienne dni w pamiętniku.

W końcu nadeszło wyzwolenie od niemieckich okrucieństw i Przybyszewski wrócił do Ojczyzny i do ukochanej Heleny. Został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, szybko awansował w odradzającej się Marynarce Wojennej, powierzano mu coraz wyższe stanowiska, wystawiano świetne opinie…

W 1950 r. został nagle zaaresztowany przez Informację Wojskową – czyli wojskową bezpiekę. Heleny nie powiadomiono nawet o fakcie aresztowania, dowiedziała się o tym dopiero po dłuższym czasie niepewności i strachu. Po dwóch latach nieustannych przesłuchań, tortur i bezprawnym procesie kapturowym wydano na niego wyrok śmierci. Przez cały ten okres Helena dostała z więzienia jeden jedyny list od męża – zezwolono na jego wysłanie dopiero po zakończeniu okrutnego, dwuletniego „śledztwa”. Helena i jej córka na wieść o wyroku napisały do Bieruta listy błagające o łaskę do męża i ojca. Na próżno – Przybyszewski był zbyt hardym oficerem ceniącym sobie honor ponad wszystko i dla komunistów nie rokował nadziei na skuteczne poddanie się stalinowskiej indoktrynacji.

16 grudnia 1952 roku komandor porucznik Zbigniew Przybyszewski został zamordowany w piwnicy więzienia strzałem w tył głowy. Helena pozostała z małoletnia córeczką, wysiedlono ją z wybrzeża, pozbawiono pracy, jej znajomi bali się utrzymywać z nią kontakty. Do końca jej życia w 1992 r, mimo formalnej rehabilitacji Przybyszewskiego w 1956 r., nie poinformowano jej   gdzie spoczywają szczątki jej męża, przez lata łudziła sie nawet – czy wyrok został na prawdę wykonany…

Dopiero w 2014 r. zidentyfikowano szczątki Zbigniewa Przybyszewskiego awansowanego pośmiertnie na stopień komandora. W 2017 roku zaplanowano na oksywskim cmentarzu Jego pogrzeb, wraz z zamordowanymi wraz z nim komandorami Mieszkowskim i Staniewiczem. Mam jednak poważne obawy co do dotrzymania tego terminu – gdyż żadne prace na cmentarzu dotychczas (16 lipca 2017 r.) nie ruszyły.

No ale wróćmy do helskiej ocalałej, wspaniałej topoli, rosnącej w najpiękniejszym zakątku Polski. Obecnie  ma ona obwód 4,05 m a wysokość 30 m.

Rada miasta Helu podjęła dnia 25 maja 2017 r. uchwałę Nr XXIX/169/17 która nadała tej  topoli – helskiemu pomnikowi przyrody imię „HELENA”. Ta nazwa upamiętnia postać żony naszego bohatera – Zbigniewa Przybyszewskiego, a także podkreśla tożsamość miejsca w którym rośnie – Helu.

Nasza topola góruje nad domami, góruje nad szlakiem wiodącym na Cypel patrzy na wszystko z góry, jak wiekowa królowa otaczającego ją krajobrazu. Atakowana nieustannie przez żywioły wyciąga do nieba suchy konar, jakby rękę wołającą o sprawiedliwość…

Dzięki wielkiej mobilizacji internautów organizowanej przez Urząd Miasta – topola Helena głosami 867 osób zdobyła w powszechnym głosowaniu tytuł „Drzewa roku 2017”.

Pod koniec XVIII wieku Francja uczyniła z topoli symbol wolności, równości,  braterstwa, rozumu. Niech więc topola „HELENA” stanie się symbolem takich właśnie wartości dla naszej społeczności helskiej.

p.s.
w końcu sierpnia 2-17 r. Urząd Miasta umieścił przy topoli tabliczkę informacyjną:

Topola Helena

 

 

 

VI 16 – Najpaskudniejsze centrum Helu

"centrum" HeluOgłoszono w Helu program zwiedzania „Miasto jak z pocztówki”. Tak chciałbym, żeby tak było, żeby urokiem Helu mógł się cieszyć każdy zwiedzający – ale nie mogę przemilczeć, że centrum naszego miasteczka……. tak! SAMO CENTRUM!!! – może wygrać każdy konkurs na najbardziej zaniedbane,  zapuszczone i smutne miejsce.
Nie piszę o tym bynajmniej po raz pierwszy – zapraszam do przeczytania wpisu z 2012 r.: „Historyjka o CENTRUM HELU„.

Samo centrum naszego „kurortu” to zachwaszczony plac poprzecinany wyboistymi drogami ziemnymi. Biegną przez niego dwa popularne szlaki  komunikacyjne: jeden z rejonu południowego Helu, z ul.Lesnej do kościoła, do Polo i na dworzec oraz drugi z ul.Wiejskiej przejściem 65 nad morze.

Setki ludzi bądź brodzi tu w tumanach kurzu, bądź omija chwastowiskami gigantyczne kałuże – zależnie od pogody. Do tego „centrum” prowadzi z Wiejskiej wąska, bezimienna uliczka. Mogłaby stać się pełnym uroku zaułkiem, którym chętnie spacerowaliby wszyscy, ale jest zapyziałym i zaśmieconym przejściem pomiędzy zaniedbanymi domami. Wejście do uliczki – i tak już wąskie jest notorycznie blokowane poszerzającym się „ogródkiem” restauracyjnym i przynależnymi do niego stojakami reklamowymi, zaparkowanymi rowerami itp. Czytaj dalej VI 16 – Najpaskudniejsze centrum Helu

V 8 – Refleksje po święcie końca wojny w Helu

Obchody święta zakończenia wojny wypadły w Helu blado, nie było wartowników pod pomnikiem, nie płonęły znicze, nie było salw honorowych. Były dzieci przyprowadzone z pobliskiej szkoły i ci dość nieliczni – którzy musieli. Sytuację nobilitowały nieco stojące przy pomniku historyczne auta z helskiej Wystawy Pojazdów Militarnych – Willis i Humvee.

Przedstawiciele pisu – tak afiszujący się przy innych uroczystościach – tutaj byli jakoś niewidoczni. No bo koniec wojny – cóż to szczególnego…

A przecież to jedno z najważniejszych świąt w naszej historii. To przypomnienie dnia gdy zakończyła się najstraszniejsza z wojen, która rozlała się na cały świat – trwająca 5 lat  II wojna światowa. Czytaj dalej V 8 – Refleksje po święcie końca wojny w Helu

IV 6 -Stara leśniczówka dożywa kresu.

Kolejne budowle Helu odchodzą w niepamięć. Wiosną 2016 r. zburzono mury przedwojennego kina wojskowego DAN przy bramie na Cypel, teraz świeżo zniknęła wojskowa wartownia na szosie na granicy Juraty – dawny wjazd do Rejonu Umocnionego Hel.

Kolejnym budynkiem, który przypuszczalnie zniknie jest stara leśniczówka leżąca pomiędzy kościołem a blokami. Mieszkańcy się wyprowadzili, budynek zmienił właściciela i przyjdzie się nam chyba z nim pożegnać. Cichy, skromny budynek schowany i widoczny praktycznie tylko z jednej stronie dożywa kresu swoich dni. Czytaj dalej IV 6 -Stara leśniczówka dożywa kresu.

IV 1 – Dwa helskie wraki – ciekawe miejsce do spacerów

Po czterech latach wracam do pisania na bieżąco (hmmm….) komentarzy o tym jak jest w Helu. Serdecznie witam CZYTELNIKÓW!  Moje komentarze – [ jak i te pisane w poprzednich latach ] – są całkowicie osobiste. Stare, ale aktualne do dziś komentarze będę starał się tu też opublikować.

Resztki kotła parowego
Ruiny kotła napędowego

Dziś 1 kwietnia – ale wpis jest serio. Pierwszy dzień prawdziwej WIOSNY do której od dawna tak tęsknię. Pojechaliśmy autem do wojskowego Ośrodka Wypoczynkowego Kormoran za Portem Wojennym – i stamtąd piechotą przez wspaniały las do Zatoki. Piękny widok Zatoki zepsuł nam nieco panujący tam smrodek – idąc dyskutowaliśmy, czy to ścieki z Kormorana, czy z Portu Wojennego czy gnijące na brzegu wodorosty. W prawo widać było w oddali widoczną z całego rejonu Zatoki „wieżę Jolki” – czyli wieżę zbudowaną w

ośrodku prezydenckim – jak głosi fama dla Jolanty Kwaśniewskiej. Czytaj dalej IV 1 – Dwa helskie wraki – ciekawe miejsce do spacerów