2018 I 22 – My ludzie prości, twardej ręki nam trzeba

Wpadł mi w ręce niezwykły artykuł gazetowy  >>„O tyranach”<<. Czytałem go z rosnącym zainteresowaniem, ujęty elokwencją autora, jego dosadnymi wywodami i nieco archaicznym językiem. Jakże byłem zdziwiony, gdy na końcu okazało się, że autorem jest świetny (niestety w Polsce mało znany) Karel Čapek, który pisał te do dziś aktualne słowa w 1926 roku.

Gdy zarysowała mi się w głowie myśl spisania mojej osobistej opinii o dzisiejszej sytuacji w naszym kraju – zupełnie przypadkiem zobaczyłem w witrynie księgarskiej książeczkę „o tyranii” Timothego Snydera i po chwili już czytałem ją w odjeżdżającym autobusie.

Snyder maluje czarny scenariusz budzenia się tyranii:

„Kiedy uzbrojeni ludzie zakładają mundury i zaczynają maszerować z pochodniami i zdjęciami przywódcy, koniec jest bliski. Gdy popierające przywódcę bojówki mieszają się z policją i wojskiem, jest już po wszystkim.”

Każda dyktatura, tyrania zaczyna się od próby wprowadzania niewielkich zmian. Jak powiedział prof. Philip Zimbardo:

„Na początku jest ograniczenie wolności słowa, później kontrola mediów, następnie kontrola sądownictwa, później politycy zastępują wybieralnych przedstawicieli, następnie więzieni są krytycy reżimu, kolejny krok to odwoływanie wyborów, później władza wojskowa bądź religijna i w ostateczności całkowita dominacja polityczna.”

Zasadę trójpodziału, władzy jako ochrony prawa przed dyktaturą, przed państwem policyjnym, wymyślono już w  XVIII wieku. Dążeniem każdego tyrana,  jest skrycie lub jawnie zamienić ten trójpodział w fikcję, w której władza państwowa może wszystko, bez ograniczeń.

Zarówno historia wojen, jak i prowadzone w warunkach pokoju eksperymenty Milgrama z 1961 i 1962 roku czy eksperyment więzienny Stanford (1971) Philipa Zimbardo, udowodniły, że metodami manipulacji psychicznej z każdego niemal człowieka można łatwo zrobić posłuszną władzy, dziką, bezlitosną bestię.

Postawię tu nieco anarchistyczną tezę – KAŻDA władza państwowa to system przemocy. Istotne jest tylko, czy ta przemoc odbywa się w granicach prawa. I to w granicach cywilizowanego prawa, bo tyran a przynajmniej ich większość zmienia prawo tak, aby tę cechę cywilizacji zatraciło – aby zamiast bronić obywateli, karać ich za każdy przejaw braku uległości. Cechą tyranii jest niszczenie opozycji siłą i rządzenie strachem – bez oglądania się na jakiekolwiek prawo.

W każdym kraju, w każdym społeczeństwie są ludzie niezaradni, najczęściej też niewykształceni, którzy winę za swoje nieudane życie, za niedostatek przypisują wszystkim, tylko nie sobie. To ludzie najpodatniejsi na indoktrynację i demagogię.

Władza celowo wskazuje ludowi rzekomych wrogów, którzy maja być winni ich biedzie.  Popularyzowanym przez władze wzorcem staje się agresja, nietolerancja  i chamstwo. Tymi, którzy ulegają rządowej propagandzie łatwiej rządzić, tacy ludzie spełnią każdy rozkaz swoich panów.

Władza rzuca demagogiczne hasła – a ciemny lud łyka je jak gęś kluski. Wystarczy krzyknąć, że złodzieje rozkradli Polskę – a niektórym już żadnych dowodów nie potrzeba. Przy wrzasku iście goebbelsowskiej propagandy czarującej ciemny lud, głosy prawdy brzmią jak pisk przyduszonej myszy. Ktoś mi zarzuci, że gardzę ludem. Nic podobnego! Gardzę ludźmi, dla których jedynym motorem działań jest nienawiść i głupota…

Powiedzieć – że w Polsce źle się dzieje – to tylko eufemizm. Jesteśmy świadkami, jak przy poparciu wielkiej części społeczeństwa dość wątła polska demokracja zamienia się w kult jednostki i tyranię – w podobny sposób, jak to stało się np. w Niemczech w 1933 roku, gdy Hitler demokratycznie sięgnął po władzę, a potem niepotrzebne już pozory demokracji odrzucił. Tak jak wtedy – śmiejemy się z marionetkowości tyrana – i nagle może być za późno.

Tak jak w stalinowskich czasach, władza upowszechnia nowe obelgi do dyskredytowania jej przeciwników : „komuchy”, „ZOMO”, „bezpieka”, „oderwani od koryta”, „układ”, „łże-elity”, „wykształciuchy”, „pokolenie SB”, „lumpeninteligenci”- gołosłowne inwektywy kompletnie bez pokrycia, ale trafiające do uszu tzw. „ludu”. A przecież prawdziwych „komuchów” nie brak i w rządzącej partii, a skok pisowcow na rządowe posadki przekracza wszelkie poprzednie nepotyzmy i historie dyrektorów „przynoszonych w teczkach” za czasów PZPR.

Bez możliwości obrony, bez jakiegokolwiek indywidualnego przewodu sądowego niszczy się ludzi, który pracowali w instytucjach uznanych odgórnie i w całości za przestępcze.

Za takie instytucje uznano w całości milicję i jej wojskowy odpowiednik WSW. A przecież gros funkcjonariuszy tych instytucji łapało całe życie złodziei, morderców i oszustów, mając ideologię głęboko gdzieś…. Ale bezapelacyjnie, bez możliwości odwołania narzucono znak równości: jakikolwiek funkcjonariusz państwowy=donosiciel bezpieki!

Bez echa przeszła odpowiedź ministra spraw wewnętrznych, który lekarzowi skrzywdzonemu odebraniem emerytury za pracę w instytucji rządowej oświadczył – że odbieranie emerytur nie będzie dotyczyło Powstańców Warszawskich(!). Znów  nie ocenia się człowieka, jego dokonań czy jego win – ale wskazuje jakieś mityczne uzasadnienia wyjątków. Czyż były Powstaniec nie może stać się donosicielem i katem? A czyż były milicjant łapiący kryminalistów nie może być porządnym człowiekiem?  Tak jak to czyniła komuna – odgórnie dzieli się ludzi na „dobrych” i na „wrogów”.

Za czasów komuny „dobrymi” byli np. żołnierze Berlinga a „wrogami” do których lepiej się było nie przyznawać byli Akowcy czy żołnierze Andersa. Obecna propaganda robi dokładne to samo – zamieniono tylko „wrogów” z „dobrymi”. Oczywista argumentacja, że żołnierz nie wybierał do którego oddziału go wcielili, że każdy walczył o swoją Ojczyznę, a nie o jakąkolwiek ideologię – do zapiekłego w nienawiści ludu nie trafiają.

Polityczny ekstremizm i skrajny nacjonalizm podaje się ludowi jako patriotyzm. Wzorcem patriotyzmu  czy nawet kultury zaczyna być cham, chamstwo zaczyna się oficjalnie gloryfikować i tworzyć z niego wzorce zachowania. Szermując tym rzekomym patriotyzmem wbija się do chętnych głów hasła godne ulicznych mafii – że ten który mieszka „na innej ulicy” jest wrogiem, jest gorszy, że zaszczytem jest go pobić czy zniszczyć jego mienie.

W blasku fleszy władza aresztuje rzekomych przestępców oznajmia że „ ten człowiek już nikogo więcej nie zamorduje”, czy oznajmia o wykryciu jakichś gigantycznych korupcji – a potem po cichu wypuszcza się aresztowanych, bo oskarżenia były wyssane z palca. Jakże tęsknić muszą niektórzy ministrowie do czasów,  kiedy w latach pięćdziesiątych każde oskarżenie można było „udowodnić” – bez żadnych dowodów….

Organy władzy przymykają oczy na coraz bardziej jawną działalność neo-nazistów, szczycących się hitlerowskimi symbolami i  otwarcie gloryfikującymi przemoc. My wiemy, do czego doprowadził Hitler. Kiedy władze się obudzą?

Smutne, że potężny  i bardzo opiniotwórczy polski kler jawnie  pobłaża narastającej fali agresji i nienawiści, która jest przecież zaprzeczeniem chrześcijańskiego etosu.

Partia rządząca, by zapewnić sobie elektorat świadomie i cynicznie skłóciła naród, wydobyła z obywateli najgorsze cechy ludzkie: zawiść, mściwość, chamstwo, rasizm, ksenofobię.

W oficjalnej partyjnej retoryce rządzących nie ma miejsca na półśrodki: albo jesteś „prawdziwym  Polakiem” – w praktyce wrzaskliwym, agresywnym nacjonalistą, albo należysz do „wrażych elit”, „zdradzieckich mord”, „kanalii”  i.t.p.

Ja nie mam powodu chwalić PRL-u. Wyrosłem w rodzinie, która nie przez wojnę – ale przez zmianę ustroju straciła niemal cały dorobek pokoleń, której członkowie musieli emigrować z rodzinnego Krakowa, która przeżyła wiele rewizji i nalotów bezpieki, której członkowie zostali przez lata zmuszeni do życia z głodowych pensji, do wyprzedawania resztek rodzinnych pamiątek. Ale nikt z członków naszej rodziny nigdy nie zapisał się do PZPR (na marginesie – znam bardzo porządnych ludzi, którzy byli w PZPR), a nasi bliscy kształcili się, zdobywali tytuły naukowe i profesorskie, osiągali poważne stanowiska w instytucjach naukowych. To ówczesne szkolnictwo wykształciło i wychowało także wszystkich dzisiejszych prominentów z partii rządzącej.

Żyliśmy ze świadomością  daru od losu, że nikt z nas nie został aresztowany przez bezpiekę, że nikt nie został przymusowo skierowany do pracy w kopalni – jak wielu znanych nam potomków „kapitalistycznych” rodzin. Przez lata musieliśmy pisać w niezliczonych ankietach i życiorysach socrealistyczny eufemizm: „pochodzenie – inteligencja pracująca”.  Przez lata niektórzy z naszej rodziny musieli ukrywać przynależność do AK, a niektórzy byli wzywani na liczne, poniżające przesłuchania w tej sprawie.

Nie mam powodu chwalić PRL-u,  ale oddaję tym latom sprawiedliwość. Niemal wszyscy z nas zdobyli wykształcenie, dopracowali się stabilizacji życiowej – i to nie kradnąc, czy „kombinując” – ale po prostu – aktywnie i świadomie pracując. Na naszych oczach „wraże” komunistyczne władze odbudowywały powojenne ruiny, budowały tysiące mieszkań, których ciągle było za mało, rozwijały szkolnictwo i budowały liczne – choć czasem zupełnie niepotrzebne fabryki. Rósł poziom życia, choć przez lata był nieporównywalny z Zachodem. W każdej  niemal rodzinie pojawiały się z trudem zdobywane czy „załatwiane” telewizory, pralki i samochody. Wyjeżdżaliśmy za granicę, nawet na Zachód, choć dla dzisiejszego obywatela kłopotliwe starania o każdorazowy przydział mikroskopijnej ilości dewiz, czy każdorazowe(!) wypełnianie wielkostronicowych, gigantycznych ankiet paszportowych byłyby chyba nie do pokonania. Musieliśmy się gęsto tłumaczyć z posiadania krewnych za granicą lub ukrywać ich istnienie.

Dziś to już historia, ale historia nieustannie wypaczana, zmieniana przez odgórną propagandę i opluwana.

Trzeba mieć jednak świadomość faktu, że w historii choć bardzo trudno udowadnia się prawdę, to kłamstwa historyczne po latach bardzo łatwo zdemaskować. Że jak w czasach naszej młodości uczyliśmy się faktów  historycznych nie w oficjalnej szkolnej nauce, ale od rodziców, znajomych, a czasem i od ryzykujących posadę nauczycieli. Teraz też nie damy sobie wmówić, że Solidarność i wolna od „opieki” Związku Radzieckiego Polska to nie dzieło Wałęsy i wspierających go ludzi lecz  jakichś postaci naprędce wyciągniętych z kapelusza przez obecną władzę.

   Ludowi się wmawia, że gdy ministrowie będą decydowali o WSZYTKIM – tak jak kiedyś sekretarze KC – to w Polsce zapanuje dobrobyt i sprawiedliwość. Nie! – wiara w takie bzdury (choć powszechna) dowodzi tylko naiwności i nieznajomości historii. Wiemy jak skończyły faszyzm i komunizm – a one właśnie działały na zasadach wszechwładzy i nieomylności partii rządzącej dowodzonej przez gloryfikowaną jednostkę – współczesnego tyrana.

Praworządność to stan, gdy nie jesteśmy zależni od kaprysów jednostki.  Gdy nie decydują odgórnie  prywatne preferencje tyrana,  jego prywatne pomysły, jego uprzedzenia, jego nienawiść, a czasami jego głupota.

Rządy prawa – to niezależne od władzy,  przejrzyste, ogólne zasady, jednakowe dla każdego obywatela. Trójpodział władzy, to właśnie narzędzie, które taką niezależność ma zapewniać. To podstawa KAŻDEJ prawdziwej demokracji. A pamiętajmy, że demokratyczne wybory to narzędzie bardzo ułomne. Wystarczy postawić pod głosowanie odpowiednio demagogicznie sformułowany, bezmyślny wniosek – i już słyszymy głos ludu: Kto głosuje za tym, by jakaś ponętna celebrytka rozebrała się do naga? Kto jest za tym by odebrać majątek najbogatszym? Kto jest za tym by wypędzić obcych z naszego osiedla? – i tak zamiast demokracji rodzi się skrajny populizm i rewolucja – które nie mają ze sprawiedliwością niczego wspólnego.

Wmawianie nam, że PiS reprezentuje nasz naród, to kalka stwierdzenia,  że  PZPR rzekomo reprezentowała klasę robotniczo-chłopską. To po prostu polityczna fikcja i cyniczna chucpa rządzących.

Skąd bierze się ta łatwość, z którą tyran ujarzmia lud? Niestety, od wieków do dziś można usłyszeć głosy godne carskiego, niepiśmiennego chłopa:
„My ludzie prości, twardej ręki nam trzeba….”

oby to był tylko zły sen…

p.s. – powyższy artykuł opublikowała Gazeta Wyborcza: http://wyborcza.pl/7,95891,22940306,my-ludzie-prosci-twardej-reki-nam-trzeba.html

Autor

valle

http://hela.com.pl/rodzina/o_sobie.htm

6 przemyśleń nt. „2018 I 22 – My ludzie prości, twardej ręki nam trzeba”

  1. Mogę podpisać się oburącz pod tymi słowami. To, co się dzieje w naszym kraju, jest nie tylko smutne, lecz wręcz oburzające! I nie jest to koszmarny sen, z którego człowiek za chwilę się obudzi. Bezradność i niemoc pozbawia nadziei na zatrzymanie pochodu nienawiści i niszczenia każdej przeszkody we wprowadzaniu „dobrej zmiany”.

  2. Moralność Kalego

    Prawo i Sprawiedliwość odwołuje się w swoim pseudo patriotyźmie do chrześcijańskiej (czytaj katolickiej) tradycji narodowej „Polska przedmurzem chrześcijaństwa”. Chcą „rekrystianizować” Europę.
    Staś Tarkowski w powieści „ W Pustyni i Puszczy” krystianizowal mieszkańca Afryki Kalego i przekazywał mu sens 10 przykazań. W wyniku tych nauk na pytanie czym różni się dobry uczynek od grzechu Kali odpowiedział „Grzech to gdy ktoś Kalemu ukraść krowę, a dobry uczynek to gdy Kali ukraść krowę” Wiele wskazuje na to, ze rozumienie istoty chrześcijaństwa wielu Polaków, skwapliwie podsycane przez PiS, jest bliskie Kalemu.
    Przez ostatnie stulecia Polacy emigrowali, zarówno uciekając przed prześladowaniami narodowymi jak i w celach ekonomicznych i byli przyjmowani w nowych społeczeństwach. Również i teraz nasz rząd zabiega o prawa Polaków w innych krajach. Tymczasem przyjmowaniu migrantów, ludzi prześladowanych w swoich krajach, rząd mówi stanowcze nie, a propaganda rządowa nastawiona jest na wzbudzanie w społeczeństwie strachu przed uchodźcami. Zamiast rozbudzać chrześcijańskie zrozumienie i współczucie, pobudza się najniższe instynkty drzemiącej w ludziach nienawiści. Rezultatem tego jest rosnąca ilość aktów lżenia i pobicia osób wyglądających inaczej, mówiących w obcym języku, mających inny odcień skóry, czy wyznających inne wartości.
    Przejawem moralności Kalego jest również skwapliwe korzystania z funduszy unijnych, a zaprzeczanie potrzebie stosowania się do unijnych wartości, które przyjęliśmy wstępując do tej wspólnoty.

  3. Jak zwykle trzeźwy głos, objaśniający współczesną politykę i jej zagrożenia. To znak, że są jeszcze ludzie, którym się chce. Którzy otwierają oczy tym, co nie dostrzegają zbliżającego się zagrożenia.
    My starzy, którzy kiedyś zakładali „Solidarność”, możemy tylko przestrzegać, bo jesteśmy mądrzy naszym doświadczeniem.
    Słychać nieraz narzekania młodych: wy chociaż mogliście się wykazać, dziadek w Powstaniu, ojciec w „Solidarności”, a ja?
    -No więc teraz przyszła kolej na Ciebie!!!

  4. Władku, głos rozsądku – dziękuję Ci za ciekawą analizę, i za link do Capka. Obecne czasy wyleczyły mnie z resztek politycznej naiwności, dobre i to…

  5. Wladku,

    podpisuje sie pod tym artykulem wszystkimi konczynami, ktore moga utrzymac pioro. A moge.

    Wstrzeliles sie w moje myslenie bo choc zyje poza Polska juz teraz dluzej niz w kraju urodzenia to bywam w niej czestym gosciem i obserwuje jej zycie.

    To co Ty piszesz ja tez glosze tu na swoim mini polskim poletku spotykajac sie z czesto bardzo niemilymi komentarzami i choc nie wroga to napastliwa argumentacja. Jezyk polemiki wspolczesnych ziomkow bardzo sie zmienil, niestety.

    Mam wielka nadziej​e​ , ze tacy obywatele jak Ty beda mogli oddolnie ruszyc z posad bryle. Jesli te bryle nie mozna innaczej i przez innych poruszyc to potrzeba sie odniesc do ruchu obywatelskiego. On moze duzo zdzialac i pamietamy to z lat 80tych.

    Walka o opinie publiczna jest walka wymagajaca wielkiej cierpliwosci oraz madrosci. I to dotyczy rowniez nas, zyjacych w UK, ktorzy na Brexit sie nie zgadzaja i ktorzy obserwuja na codzien jakze dobrze wyjasniona przez Ciebie manilupacje opinia publiczna.

    Dziekuje, za przeslanie mi linku. Pozwol, ze podam go dalej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *